szkoła za granicą

Szkoła (za granicą) na szóstkę

Szkoła za granicą – małe dziecko mały kłopot, większe dziecko…

Przeprowadzka już za wami, walizki rozpakowane, pichcicie kolację w nowym domu, dzieci się bawią… Dzieci! Trzeba je zapisać do szkoły. Tylko jakiej? I w tym przypadku, tak jak i w poprzednich, za szkołą warto się rozejrzeć jeszcze przed wyjazdem. Napiszcie do ambasady, może mają listy rekomendowanych szkół w danym kraju.

Parę kwestii związanych z wyborem szkoły za granicą warto przemyśleć. Na początku przeczytajcie o naszych decyzjach, mamy nadzieję, że nasze doświadczenie się Wam przyda.  

Czy wybór szkoły za granicą był dla nas łatwy?

Weronika:

W Erywaniu na przedszkole (z racji wieku) załapał się tylko mój syn. Znaleźliśmy je przez grupę facebookową dla obcokrajowców. Placówka była mała, przytulna, z domowym jedzeniem, angielskojęzyczna i płatna. Nie żałujemy jednak ani grosza. Panie, które prowadziły przedszkole, były ciepłe, dokształcały się i umiały zapewnić świetną koegzystencję 30 dzieciaków z różnych kręgów kulturowych.

Przedszkole w Maputo było już trochę inne: płatne, lokalne i portugalskojęzyczne, gdzie 4- i 5-latki miały już swoje zeszyty do lekcji. Takie były oczekiwania większości rodziców, że dziecko, idąc do szkoły w wieku 5 lat, będzie „umieć w literki i cyferki”. Poza tym było więcej dyscypliny, niż byśmy oczekiwali. Ale dzieciom się podobało, więc nie zmienialiśmy przedszkola.

Szkoła, do której chodzą nasze dzieci teraz, to szkoła wykorzystująca metody Montessori. Również znaleziona przez facebookową grupę dla mam w Maputo. Małe klasy, nastawienie na indywidualny rozwój, fantastyczna atmosfera i dobrzy nauczyciele. Dla dzieci do lat 10 to świetna placówka. Jednak osobiście potem wysłałabym swoje do innej szkoły. Takiej, gdzie jest więcej uczniów, są duże boiska do uprawiania sportów i podział na indywidualne przedmioty.

Największym „problemem” dla nas jest język. Nasze dzieciaki mówią w czterech językach (po polsku, niemiecku, angielsku i portugalsku). W żadnym bardzo dobrze. Język angielski jest najsilniejszy i wydaje mi się, że przy nim zostaniemy, zwłaszcza że chyba długo jeszcze nie będziemy mieszkać w Europie.

Ania:

Kiedy wyjeżdżaliśmy ze Stanów, nasze dzieci były jeszcze małe. Karol miał 4 lata, a Kaj nieco ponad roczek. Nie przeprowadzaliśmy zatem przed wylotem dużego rozeznania, jeśli chodzi o przedszkola czy szkoły. Na szczęście posiadanie paszportu kraju UE uprawnia moje dzieci do publicznej edukacji w Hiszpanii.

Moment, w którym przyjechaliśmy do Jerez, był również sprzyjający. Właśnie zaczynały się wakacje i wiedziałam, że będzie czas na rozejrzenie się za szkołą. Nie myliłam się!

Parę dni po przyjeździe poznaliśmy na placu zabaw hiszpańską rodzinę. Od nich dowiedzieliśmy się, która szkoła w Jerez może bez większych formalności przyjąć Karolka do grona swoich uczniów. Następnego ranka byliśmy już umówieni na spotkanie z dyrektorem – uczestniczyła w nim również nowo poznana mama dwóch hiszpańskich dziewczynek z placu zabaw. Karol został zapisany do szkoły. Przyznam, że trudno nam było uwierzyć, że całkowite zdanie się na los okazało się dla nas tak korzystne.

Kaj również poszedł w ślady brata i rozpoczął tę samą szkołę, jak tylko skończył 3 lata. W Hiszpanii przedszkole jest połączone ze szkołą podstawową i funkcjonuje w ramach tzw. grup infantil 3, 4 i 5 lat. Zaskoczeniem był dla nas również fakt, że żłobki dofinansowane przez rząd, przyjmują dzieci zza granicy bez konieczności uiszczania jakichkolwiek opłat. Kajuś skorzystał również z tego, nim poszedł do „dużej szkoły”.     

6 ważnych punktów przy wyborze szkoły za granicą:

Tak jak to było w przypadku szukania mieszkania/domu, proces wyboru szkoły za granicą jest bardzo różny – zależnie od kraju, do którego zmierzamy. Szczególnie jeśli porównujemy kraje rozwinięte i rozwijające się.

Na ten proces wpływa charakter wyjazdu za granicę. Jeśli przeprowadzamy się „służbowo”, bardzo często otrzymujemy pomoc w organizacji życia i szkoły. Jeśli decyzja o przeprowadzce wynikała po prostu z chęci zmiany miejsca i stylu życia, w naszej gestii pozostaje organizacja wszystkiego.

Żadne z powyższych rozwiązań nie musi być łatwiejsze czy trudniejsze. W ostatecznym rozrachunku, pozytywne nastawienie oraz otwartość na ludzi i pomysły bardzo często podsuwają rozwiązania.

Oczywiście, może się zdarzyć, że nie będziecie mieć za dużego wpływu na to, do jakiej szkoły będą chodzić Wasze dzieci. Jednak nawet w takiej sytuacji sprawdźcie wszystkie dostępne opcje. Aktualizujcie co jakiś czas swoje informacje. To, że w zeszłym roku nie było obok Was świetnego przedszkola, nie znaczy, że nie otworzono go parę tygodni temu.

1. Jaka szkoła?

Publiczna, prywatna, Montessori, Aga-Khan? Wy najlepiej znacie swoje dziecko, wiecie, gdzie najszybciej i najlepiej się odnajdzie.

Mała szkoła ma swoje plusy:

  • małe klasy,
  • większe skupienie na uczniu,
  • możliwość dopasowania programu,
  • i co okazało się ważne w czasie pandemii: możliwość zorganizowania baniek edukacyjnych. Rodzice użyczali miejsca, do grupy dzieci przychodził nauczyciel i prowadził lekcje. Oczywiście nie było to rozwiązanie idealne, ale dawało poczucie ciągłości, rutyny i obywało się bez zajęć online.

Tak samo jak duża:

  • duża przestrzeń, także na boiska czy baseny,
  • większy wybór znajomych,
  • wielu nauczycieli kierunkowych.

Odwiedźcie szkołę razem, sprawdźcie, jakie warunki panują w klasach, zapytajcie, jak wygląda proces włączenia nowego ucznia w społeczność. Egzekwujcie to, co zostało wam obiecane.

2. Kto za to płaci?

Jeśli nie przeprowadzacie się do kraju z dobrą publiczną edukacją, szkoła, do której poślecie swoje dziecko, będzie płatna. Sprawdźcie na początku, kto będzie pokrywał czesne: Wy czy pracodawca. Pamiętajcie, że większość szkół prywatnych co jakiś czas podwyższa opłatę. W krajach, gdzie nie ma dużej konkurencji, czesne może sięgać nawet do 20 000 dolarów za rok za dziecko. Jeśli już znacie sumę, którą przeznaczycie na edukację, możecie zacząć szukać placówki.  

3. Jaki język?

W przypadku prywatnej edukacji, zastanówcie się, w jakim języku będzie się uczyć wasze dziecko. Niestety, przy życiu na walizkach, takie decyzje mają duży wpływ na przyszłość. W większości krajów świata (przynajmniej w stolicach) są szkoły z brytyjskim, amerykańskim czy francuskim curriculum. Jest ono wszędzie mniej więcej takie samo. Pytanie, czy jeśli wasze dziecko zacznie naukę w systemie francuskim, to czy w kolejnym miejscu  pobytu, będzie też francuska szkoła.

Nie warto się martwić na zapas. Dzieci szybko przyswajają sobie języki – ich mózgi to najbardziej chłonne gąbki świata! Szkoły też starają się pomóc uczniom jak najszybciej zaaklimatyzować się do nowego środowiska.  

4. Znowu w korkach!

No tak, czasem opłaca się wozić dziecko przez całe miasto do szkoły. Ale zazwyczaj – wcale nie. Nie zawsze da się dotrzeć na lekcje rowerem, czy ominąć godziny szczytu. Dlatego dobrze tak wybrać szkołę, żeby wpasowała się w przestrzeń do ogarnięcia razem z domem i pracą. Nawet jeśli placówka zapewnia transport, młodsze dzieci niekoniecznie będą zadowolone z takiego rozwiązania, zwłaszcza na początku.

5. Piłka, pływanie, klub dyskusyjny?

W: Dużo bym dała, żeby nasza szkoła organizowała dodatkowe aktywności popołudniami. Większość szkół zapewnia jednak takie zajęcia po właściwych lekcjach. Niestety pozostało mi wożenie dzieciaków na piłkę, taniec, cokolwiek, plus żonglowanie spotkaniami z ich kolegami i koleżankami. My staraliśmy się znaleźć zajęcia dodatkowe w promieniu 5 km od domu (przynajmniej w ciągu tygodnia!). Poza tym umawiamy się z innymi rodzicami na wspólne zawożenie/odwożenie.

A: W Hiszpanii natomiast, poza stałymi godzinami szkolnymi (9:00–14:00), w systemie publicznym jest możliwość zapisania dziecka do stołówki, a także na dodatkowe zajęcia dwa razy w tygodniu (do godziny 18:00). Zarówno w przypadku Kaja jak i Karola korzystaliśmy z każdej możliwej opcji zajęć dodatkowych, ku uciesze naszych dzieci. 

6. Egzaminy…

Im starsze dzieci, tym więcej wyzwań przed całą rodziną. Przyswojenie języka, egzaminy do liceum, matura, przyjęcie na studia. Wszystkie wasze decyzje dotyczące wyboru szkoły, języka będą rzutować na przyszłość.

Jeśli wracacie do Polski, zorientujcie się, jakie papiery będą potrzebne, żeby wrócić w miarę bezproblemowo do systemu edukacji. Jeśli dziecko jest młodsze, zawsze można je „cofnąć” o rok, z nastolatkami sytuacja będzie trudniejsza.

W: Dużo niemieckich rodzin, z którymi się spotkałam, ma też na uwadze, że dostęp do „bezpłatnej” wyższej edukacji w Niemczech zapewnia niemiecka matura. Dlatego ci rodzice albo wysyłają dzieci od niemieckiej szkoły (jeśli istnieje), albo wracają w odpowiednim czasie do Niemiec.

Wielokulturowe dzieci

Przyznaję, że my się jeszcze egzaminami nie przejmujemy 😊 Mamy nadzieję, że dzieciaki czerpią z naszego stylu życia to, co najlepsze. Towarzystwo z różnych społeczności i kultur, dodatkowe języki, które są przyswajane na zasadzie osmozy, otwarcie na inność itp. Oczywiście jest rozdarcie kulturowe, brak korzeni, słabsze więzi z dalszą rodziną, tęsknota za dziećmi, które wyjeżdżają, bo rodzicom skończył się kontrakt. Ale w naszym odczuciu na razie plusy przeważają.

W związku z tematem wielokulturowości, interesującym pojęciem jest Third Culture Kid (po polsku to dzieci trzeciej kultury lub globalni nomadzi). TCK to dzieci, które część swojego dzieciństwa spędziły w kraju innym niż kraj rodziców. Więcej informacji znajdziecie tu:

Przyswojenie tych informacji pomoże zrozumieć, co się dzieje z naszym dziećmi. Możemy ułatwić im uświadomić sobie, jak wpływa na nich i naszą rodzinę „życie na walizkach”.

Przypominamy nasze poprzednie artykuły z cyklu Życie i praca za granicą:

  1. Początki naszej historii.
  2. Przeprowadzka za granicę – jak się za to zabrać.
  3.  Szukanie domu/mieszkania za granicą.

W następnym wpisie przeczytacie o tym, jakie macie możliwości, gdy Wasz partner_ka dostali pracę za granicą. A przeprowadzacie się razem.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.