szok kulturowy

Szok kulturowy – co się ze mną dzieje?

Cykl psychologiczny

Przeprowadzka za granicę niesie ze sobą różnego typu przygody i wyzwania. Wyjście poza wspomnianą już we wcześniejszym wpisie sferę komfortu stwarza wiele nowych, często ekscytujących sytuacji. Z niektórymi radzimy sobie bezproblemowo, a inne wzbudzają w nas większe emocje. W konsekwencji możemy opisać następujące po sobie fazy, które roboczo można nazwać cyklem psychologicznym pobytu za granicą.

Przeniesienie swojego życia do innego kraju łączy się ze stresem. Nie wiemy, jak tam będzie, czy sobie damy radę, jak sobie poradzą dzieci. Do tego dochodzą nerwy spowodowane organizowaniem przeprowadzki, pożegnaniami, zamykaniem pewnego etapu. Warto mieć świadomość tego, jak mogą wyglądać poszczególne fazy naszego „dopasowania się” do nowego miejsca. Jeżeli będziemy umieli rozpoznać i nazwać swoje emocje, łatwiej będzie też nad nimi zapanować. A to pozwoli nam na czerpanie tego, co najlepsze z naszej nowej codzienności.

Miesiąc miodowy

To nasze pierwsze miesiące pobytu za granicą. Kiedy wszystko jest wciąż nowe i zachwycające, a te malutkie niedociągnięcia są jeszcze urocze. Tak jak w małżeństwie. To, że on rzuca swoje ciuchy gdzie popadnie, a ona nie zakręca tubki pasty do zębów, jeszcze nie wpływa na jakość naszego życia.

Weronika:

W Armenii, jak przyjechaliśmy, cudowne było to, że mogłam kupić świeże owoce i warzywa w warzywniakach, nie płacąc przy tym jak za zboże. To, że mogłam rozmawiać po rosyjsku. To, że na pierwszy rzut oka w mieście było dużo parków. W Mozambiku zachwycająca była natura, to, że Maputo ma plaże i własny targ rybny.

Ania:

Przybywając do Waszyngtonu, miałam poczucie, że jestem w zupełnie innej rzeczywistości, przy czym ta „inność” była ekscytująca. W zasadzie wszystko było inne: domy, ulice, sklepy, ludzie, jedzenie, pogoda. Każde wyjście z domu było dla mnie przeżyciem.

Wykorzystajcie tę fazę i jej energię na zbudowanie swojego dnia, swojej rutyny. Basen, siłownia, koncert co miesiąc, kawa w każdy piątek, hobby w sobotę. Poznajcie nowych ludzi, zacznijcie rozbudowywać swój towarzyski krąg. Poszukajcie ulubionej kawiarni, parku, miejsca, do którego będziecie lubili wracać.

Szok kulturowy (początkowy)

Nadchodzi wolno, ale nieubłaganie. Coraz częściej zaczynacie być przytłoczeni nieznaną rzeczywistością. Martwicie się dostępem do służby zdrowia w razie wypadku (w krajach globalnego Południa to temat rzeka). Macie wrażenie, że ludzie na ulicy albo was nie rozumieją, albo po prostu ignorują (a wy przecież uczycie się języka!). Zaczynacie podawać w wątpliwość Waszą decyzje o przeprowadzce. Te skarpetki i koszulka na podłodze i niedokręcona tubka zaczyna was naprawdę irytować. Czy jej/jemu naprawdę tak trudno jest zrozumieć, że tak nie może być?

Weronika:

W Armenii warzywniak warzywniakiem, ale jak można tak beznadziejnie parkować? Jak mam się tam przecisnąć z wózkiem? A parki? Świetnie, ale w sumie to tylko plamy trawy (po której nie można chodzić!) w otoczeniu betonu! Mozambik – palmy fantastyczne, dopóki kokos nie spadnie na twój samochód. Na targ rybny poszliśmy raz i zapewne nasza noga tam już nie postanie – zdzierstwo i wykłócanie się o rachunek. I gdzie jest policja, kiedy wszyscy jeżdżą, jakby prawo jazdy kupili na bazarze? Nie mówiąc o portugalskim, który za nic nie chciał wchodzić mi do głowy. Miałam wrażenie, że codziennie powtarzam te same słówka, a następnego dnia nie umiałam sobie ich przypomnieć.

Ania:

Kraty w oknach domów?? Nie znają tu rolet? Co to za akcent? Przecież ja nic nie rozumiem! 20-procentowe napiwki? Poważnie, kogo na to stać? I pana od wymiany zamka w drzwiach też muszę nagradzać napiwkiem? Nic tu nie rozumiem! Ludzie chodzący w piżamach po ulicach, śpiewający, tańczący na chodnikach, malujący się w autobusie, goniący z kawą w jednej, a z komórką w drugiej ręce… Można by tu wymieniać bez liku dziwne czy szokujące przypadki. Pamiętam, jak wychodząc z domu, zawsze kierowałam się w prawo, bo „prosto i na lewo” było zbyt niebezpiecznie. Nie mogłam wtedy zrozumieć, że w takim mieście jak Waszyngton, dosłownie jedna przecznica dalej jest już no-go zone.  

Gdy zorientujecie się, że miesiąc miodowy się skończył, i zaczyna was irytować coraz więcej rzeczy, trzymajcie się swojej rutyny. Wyjdźcie z domu, spotykajcie się z nowymi znajomymi, zafundujcie sobie jakąś przyjemność. I nie rezerwujcie jeszcze biletu do domu. Pamiętajcie, zawsze warto wszelką inność traktować z otwartym umysłem, bo może przynieść dużo pozytywnych zmian zarówno w stylu życia, jak i sposobie myślenia.

Fałszywa aklimatyzacja

To etap, kiedy się dostosowujecie do warunków, ale nie do końca. Czyli niby wiecie już, jak się witać, kiedy się uśmiechać, co można powiedzieć głośno, a czego nie i co i za ile kupić u ulicznego sprzedawcy. Jednak cały czas macie w sobie wewnętrzne poczucie niezgody na niektóre rzeczy, rozwiązania, które widzicie. Czyli podnosicie ciuchy i wrzucacie je z furią do kosza na brudy, a tę cholerną tubkę zakręcacie.

Weronika:

I w Armenii, i w Mozambiku wyglądało podobnie. Zaczęłam jeździć tak samo jak lokalni, z ręką na klaksonie. Miałam grupę znajomych, którym można było zawsze ponarzekać. Weekendy planowaliśmy tak, żeby gdzieś wyjechać.

Ania:

Dużym sukcesem było dla mnie rozpoznawanie i przestawianie umysłu na poszczególne akcenty. W taki sposób nie tylko każdego rozumiałam, ale także wiedziałam, jak z poszczególnymi ludźmi rozmawiać. Obowiązkowy small talk w metrze czy sklepie również okazał się rutyną, a czasem nawet przyjemnością.

W Hiszpanii natomiast języka uczyłam się od podstaw, także miałam nieco opóźniony zapłon, jeśli chodzi o interakcje towarzyskie. Często prowadziło to do nieco żenujących, ale i komicznych sytuacji. Jedynym wybawieniem wtedy było używanie języka międzynarodowego, czytaj: wyrafinowanej gestykulacji! Wraz ze zwiększającym się zasobem słownictwa zwiększało się też moje poczucie „radzenia sobie”.

Ale ta fałszywa asymilacja przechodzi łatwo w etap pogłębionego szoku kulturowego.

Szok kulturowy (pogłębiony)

Tu już zazwyczaj nie próbujecie zwalczać poczucia rozżalenia, złości, rezygnacji. Coraz chętniej zamykacie się w domu i pomstujecie na świat na zewnątrz. Świadomość, że to codzienność wielu mieszkańców kraju, nie jest już pocieszająca, tylko irytująca. Fiksujecie się na „tych ludziach”, „oni nigdy”, „tutaj zawsze”, co może prowadzić tylko do pogłębienia waszych obaw, frustracji, a czasem nawet do depresji. To jest ten moment, kiedy potykacie się o brudne rzeczy rozrzucone po całym domu, a pastę z niezakręconej tubki rozsmarowujecie po lustrze.

Weronika:

Nie zliczę, ile razy powiedziałam: „Przecież to bez sensu” albo „Jak tak można?”. Wkurzało mnie wszystko, od polityki zaczynając, na zakupach kończąc. Jak to nie ma pomidorów w puszce? Dlaczego tu nie ma przejścia dla pieszych? Halo! Byłam umówiona na 15:00, ile jeszcze mam czekać? Naprawdę, dlaczego ci ludzie nie wyjdą na ulicę?

Ania:

Muszę przyznać, że sinusoida humoru w tym okresie przybierała z nieco większą częstotliwością tendencje spadkową. Miałam poczcie nieprzynależenia do otaczającej mnie rzeczywistości. Nie miałam o co się „zahaczyć’, przynajmniej tak myślałam. Irytowało mnie miejsce, w którym mieszkaliśmy, dom, który wymagał włożenia dużej ilości pracy w urządzenie, a także bycie „kurą domową” do czasu znalezienia pracy. Przyznaję, że nieco inaczej ten proces wyglądał w Hiszpanii. Tam słońce zawsze świeciło, a wiecznie życzliwi i radośni ludzie stwarzali atmosferę, w której po prostu nie dało się za długo tkwić w złym humorze. 

Jeśli jesteście na tym etapie, spróbujcie przełamać się i wyjść do ludzi. Najważniejsze wydaje się być tutaj zrozumienie, że możecie pozostać sobą, ale musicie pozwolić tym „innym” być tym, kim są. Jeśli jest jednak coraz gorzej, to jest to punkt, w którym warto się zgłosić do specjalisty.

Wychodząc z szoku kulturowego, zbliżamy się do etapu integracji.

Integracja

Zaczynacie traktować kraj (a przynajmniej miasto), w którym mieszkacie, jak dom. Pracujecie, żyjecie w swoim rytmie. Odkrywacie nowe miejsca, nowe możliwości, nowe znajomości. Wciąż irytujecie się niektórymi rzeczami, ale nie spędza wam to już snu z powiek. To na tym etapie macie dogadane, że brudne koszulki wrzuca się do wiadra na brudy, a tubkę pasty do zębów się zamyka. I nawet, jeśli partnerowi_ce zdarzy się o tym zapomnieć, nie wszczynacie awantury.

Weronika:

Pogodziłam się z tym, że nie naprawię świata (ale ciągle kibicuję tym, którzy chcą to robić). Nie zawsze włączam migacz, zmieniając pas, ale przepuszczam pieszych na przejściach. Szlag mnie trafia, jak muszę przejść z dzieciakami przez ruchliwa ulicę, ale widzę też, że gdzieniegdzie domalowuje się zebry. Nie przełamałam jeszcze strachu przed jazdą rowerem w Maputo, ale zauważyłam, że coraz więcej ludzi korzysta z takiego środka transportu.

Ania:

Przyszedł ten moment, kiedy zdobyłam już rozeznanie drogą prób i błędów, jak sprawy funkcjonują w wydaniu amerykańskim. Czułam się pewniej i jednocześnie potrafiłam się otworzyć i przestać krytykować wszelką inność. Przeciwnie – zaczęłam widzieć w niej możliwości czy lekcje dla siebie i z ciekawością obserwowałam teraz ruch i zgiełk na ulicach Waszyngtonu oraz „dziwnych” ludzi, których codziennie mijałam w drodze do pracy. Nowo poznani znajomi oraz koledzy i koleżanki z biura, okazali się dla mnie bardzo życzliwi i wyrozumiali. Natomiast w Hiszpanii w momencie, w którym zaczęłam się porozumiewać bez dukania, świat się dla mnie całkowicie odmienił. Wreszcie mogłam poczuć się sobą i funkcjonować nie tylko służbowo, ale i towarzysko.

Korzystajcie z tego czasu, cieszcie się tym, że możecie doświadczyć rzeczy zupełnie odmiennych. Takie przeżycia rozwijają w Was elastyczność, empatię i zdolność zrozumienia „innego”.

Ale to nie koniec, bo dla tych, co wracają do ojczyzny, czeka odwrócony szok kulturowy!

Odwrócony szok kulturowy

Hurra! Wracamy do domu! Rodzina, znane potrawy, nareszcie wszyscy nas rozumieją! Ale jednak coś się zmieniło. Zazwyczaj idealizujemy nasz kraj. Dlatego trudno nam się pogodzić z tym, że rzeczywistość nie przystaje do naszych wyobrażeń. Dlaczego ludzie na ulicy się do mnie nie uśmiechają? Dlaczego tu jest tak zimno/ciepło/mokro? Naprawdę tak trudno dostać dojrzałą papaję?

Okazuje się, że i we własnym domu zakrętka ma tendencje do gubienia się, a ciuchy też chcą uciekać i nigdy nie mogą od razu trafić do kosza na brudy.

Uczucie wyobcowania może Wam towarzyszyć przez jakiś czas. Przekonanie, że „tam” było łatwiej, cieplej, ciekawej. Czasem mogą Was nachodzić myśli, że nikt Was nie rozumie, nikt nie chce słuchać, jak było „tam”. Że przez lata pobytu za granicą zagubiliście gdzieś wspólny kod kulturowy.

Weronika:

Przyznaję, że jeszcze nie doszliśmy do tego etapu. Nie wiem, kiedy na dłużej zamieszkamy w Polsce albo w Niemczech (kraj męża). Póki co za parę miesięcy znów czeka nas pakowanie kartonów i przeprowadzka. Tym razem do RPA.

Ania:

Ja właśnie wróciłam do Polski na jakiś, bliżej jeszcze nieokreślony czas. Uff!! Zderzyłam się z rzeczywistością, której trzeba się na nowo uczyć bądź ją sobie przypominać. Przyznaję, że jestem jeszcze na świeżo, lecz bardzo optymistycznie patrzę w przyszłość. Wiem, że, patrząc perspektywicznie, doświadczenie mieszkania w ojczyźnie będzie nieocenione dla moich dzieci. Po długoterminowym mieszkaniu w różnych krajach i kulturach, adaptacja, niezależnie już od miejsca, przebiega dla nas wszystkich o wiele sprawniej.

I z odwróconym szokiem kulturowym można sobie poradzić. Tu znów przyda Wam się rutyna i otwarcie na wasz stary-nowy świat. Może znów wpadniecie w etap integracji, a może znów zaczniecie pakować kartony. 

Podzielcie się Waszymi historiami!

Ilość komentarzy do “Szok kulturowy” 2

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.