Mozambik – kraj wielu języków

Co łączy ludzi żyjących w jednym państwie?

Najprościej jest chyba powiedzieć: język. To, że mówimy w tym samym języku, sprawia, że czujemy się wspólnotą, możemy się dogadać, rozumiemy się.

Czy to stwierdzenie dotyczy wszystkich państw?

Na pewno nie w Afryce! Kraje europejskie nie zważały na istniejące uwarunkowania narodowościowe, językowe i kulturowe, kiedy „kroiły” ten kontynent. O podziale Afryki zadecydowano podczas konferencji berlińskiej pod koniec XIX w. To uczestnicy tej konferencji uznali Kongo za prywatną własność króla Belgii Leopolda II i równocześnie znieśli handel czarnymi niewolnikami. Zestawienie tych dwóch postanowień obok siebie zakrawa na ponury żart.

Inne decyzje i dalszy podział kontynentu „od linijki” doprowadziły de facto do wrzucenia do jednego państwa wielu grup etnicznych. Te zbiorowości w naturalnych warunkach nigdy by nie stworzyły wspólnoty. W rezultacie dochodziło do wojen domowych, konfliktów, co dodatkowo skutkowało osłabieniem gospodarczym. Spójrz poniżej na mapę,  na pewno zauważysz nienaturalnie proste granice pomiędzy państwami. Zaznaczyłam też miejsca kilku większych konfliktów:

Konflikty w Afryce

 

 

1. Nigeria, wojna domowa 1967–70 (ok. 2 mln ofiar);
2. Sudan, wojna domowa 1983–2005 (ok. 1,5 mln ofiar);
3. Angola, wojna domowa 1975 –2002 (ok. 0,5 mln ofiar);
4. Demokratyczna Republika Konga, wojna 1998–2003 (ok. 5,4 mln ofiar);
5. Rwanda, wojna domowa 1990–93 i ludobójstwo IV-VII 1994 r. (ok. 1 mln ofiar);
6. Mozambik, wojna domowa 1977–92 (ok. 1 mln ofiar).

Jak w tym kontekście wygląda Mozambik? Jak kolonizacja wpłynęła na języki używane w tym kraju?

Mozambik, tak jak dzisiejsza Angola, Gwinea Bissau i Wyspy Zielonego Przylądka oraz Wyspy Świętego Tomasza i Książęca, był kolonią portugalską. Język portugalski jest jedynym urzędowym językiem w kraju. Mimo to posługuje się nim niewiele ponad 50% obywateli, którzy w większości zamieszkują duże miasta. W domach rozmawia po portugalsku tylko ok. 16,5% ludzi, dużo więcej (ok. 25%) używa na co dzień języka makua.  Na południu Mozambiku dominuje changana (shangana), jeden z dialektów tsonga.

Oprócz wymienionych istnieje jeszcze wiele innych lokalnych języków. Ich zasięg nie jest wydzielony istniejącymi granicami. Na przykład język tsonga jest używany na obszarze obejmującym regiony przygraniczne państw: RPA, Eswatini, Mozambiku i Zimbabwe. Z kolei język makua dominuje na północy Mozambiku i południu Tanzanii.

Jak to się stało, że tylko połowa ludności kraju mówi w języku oficjalnym?

Dostęp do szkół w Mozambiku wcale nie jest taki oczywisty. Nie chodzi nawet o odległości i brak transportu, choć jest to częste. Wystarczy, że dziecko mieszka z babcią, która choruje – trzeba jej pomóc, zrobić jedzenie i nie ma już czasu, żeby iść do szkoły. Nagminne opuszczanie lekcji często prowadzi do rezygnacji z dalszej nauki. W dużej części kraju portugalski jest obecny tylko i wyłącznie w szkole. W domu, na podwórku, wśród znajomych i rodziny ludzie rozmawiają w języku lokalnym. Języku tradycji, obrządków, emocji.

Dołożyć do tego trzeba fakt, że wielu nauczycieli nie mówi wzorcowym portugalskim. Żeby zostać nauczycielem w szkole podstawowej, nie trzeba mieć ukończonych studiów. W ten sposób język urzędowy jest właściwie nauczany jako drugi język przez ludzi, którzy nie zawsze umieją się nim dobrze posługiwać. Jeżeli uczeń czy uczennica nie przeniosą się później do większego miasta, nie będą kontynuować nauki, portugalski zostanie wyparty przez język lokalny.

Prowadzi to do wielu problemów – część mieszkańców jest wyłączona z systemu. Nie piszesz/nie mówisz po portugalsku, a więc nie zdasz egzaminu na prawo jazdy, nie dowiesz się, o czym mówił prezydent w ostatnim przemówieniu, nie przeczytasz gazety.

Język kolonizatorów?

Wydawać by się mogło, że portugalski nie jest językiem narzuconym, językiem kolonizatorów. Pierwsze władze niepodległego Mozambiku, ustalając język portugalski urzędowym, chciały uniknąć dodatkowych konfliktów i podziałów w kruchym jeszcze wtedy państwie.  Uznanie innych języków za urzędowe niechybnie by do tego prowadziło. Ta decyzja miała skutki uboczne: dziś ludzie, którzy się posługują portugalskim, uważani są powszechnie za wykształconych, za swojego rodzaju elitę. Języki lokalne są postrzegane jako mniej wartościowe.

Być może jest to też pozostałość z czasów kolonialnych, kiedy Mozambijczycy, którzy mówili po portugalsku i zachowywali się w sposób, który odpowiadał białym, zyskiwali status assimilado (zasymilowani). Ale choć assimilados mieli dostęp do prac administracyjnych itp., nigdy nie dorównali statusem Portugalczykom. Do dziś dobrą pracę można zdobyć tylko, jeżeli operuje się portugalskim.

Czy Mozambik podąży śladami RPA?

W RPA istnieje 11 języków urzędowych, które są też nauczane w szkołach. W Mozambiku natomiast szkoła nie jest miejscem, gdzie dzieci mogą się nauczyć pisać i czytać w języku lokalnym. To powoduje kolejne problemy, bo język używany tylko w mowie, nigdy nie stanie się językiem urzędowym.

I choć pojawia się coraz więcej pozycji książkowych, a także możliwości nauki języka lokalnego (uniwersytet, kursy szkół językowych, niektóre szkoły są dwujęzyczne), to opcje te nie są dostępne dla szerszego grona. Bo nawet jeśli szkoła jest dwujęzyczna (jest ich niewiele), często brak jest dwujęzycznych nauczycieli, a niektórzy rodzice nie chcą posyłać do niej dzieci. Znów wracamy do portugalskiego jako jedynego, który może zapewnić lepszą pracę, czyli lepsze życie.

Czy uważam, że nadanie makua czy tsonga statusu języka urzędowego przyniosłoby korzyści?

Tak. Zrównanie w prawach portugalskiego i języków lokalnych o największym zasięgu, prowadziłoby do wyrównania szans w szkole, w dostępie do lepszej pracy; zapis wielu historii, tradycji, a także usystematyzowanie języka oznacza jego zachowanie i możliwość rozwoju.

Czy uważam, że taki proces mógłby się odbyć w najbliższym czasie?

Nie. Język portugalski jest postrzegany nie tylko jako „ten lepszy”, ale też jako coś, co sprawia, że ludzie pozostają zjednoczeni. Mimo że ustanowienie go językiem urzędowym po odzyskaniu niepodległości w 1975 r. było decyzją  zrozumiałą, w dłuższej perspektywie doprowadziło do swoistego rozwarstwienia społeczeństwa. Gigantycznym kosztem byłoby też przełożenie materiałów szkolnych na języki lokalne, podział kraju na oddzielne jednostki językowe, dopasowania istniejącego prawa itp.

W kraju, gdzie problemem jest dostęp do bieżącej wody, elektryczność dociera do niewielu ponad 30% mieszkańców, a 46% Mozambijczyków żyje poniżej dwóch dolarów dziennie, zniwelowanie językowego wykluczenia nie należy do priorytetów.

Khanimambo!

Miejmy świadomość, że w Afryce ludzie nie posługują się tylko językiem byłych kolonizatorów. Nie postrzegajmy języka lokalnego jako mniej wartościowego. Batalię o uznanie języków lokalnych za równe portugalskiemu, angielskiemu czy francuskiemu zostawmy mieszkańcom tych krajów – my możemy wspierać rozwój edukacji, to zawsze się przyda, a kto wie, może w Maputo za 30 lat zamiast „Obrigado!”, będziemy wszędzie słyszeć „Khanimambo!”.

Trochę o historii i o tym, jakich języków używa się w Mozambiku, przeczytasz po polsku na Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Mozambik

Ciekawa praca Joanny Mormul pt. Portugalskie dziedzictwo językowe i kulturowe w Mozambiku –bękart kolonializmu czy nadzieja na lepsze jutro? jest dostępna tutaj.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.